|
|
|
|
SŁUŻBA LITURGICZNA MINISTRANTÓW OŁTARZA PARAFII ŚWIĘTEGO JACKA ODROWĄŻA
ALTAR AERVERS
OF ST. HYACINTH ODROWĄŻ PARISH
|
Gesty liturgiczne:
1. Przyklęknięcie
- Oznaka uwielbienia i adoracji
- Przyklękamy zawsze na prawe kolano i nie robimy przy tym nic innego (np.
znaku krzyża)
- Przyklękamy tylko przed Najświętszym Sakramentem.
2. Ukłon
- Zastępuje przyklęknięcie
- Wykonujemy go przekazując znak pokoju
3. Gesty rąk
- ręce złożone
- znak krzyża
- uderzenie w pierś
- podanie ręki (na znak pokoju)
Gesty muszą być wykonywane, powoli, starannie na chwałę Bożą. Po tym, jak
je wykonujesz, można poznać Twoją miłość do Chrystusa.
ŁACINA
· Ad ordiem- do przodu
· Adiutorum nostrum in nomine Domini- wspomożenie naszwe w imieniu Pana
· Qui fecia celum
et terram- Który stworzył niebo i ziemię
· Praeparatio ad Missam -
przygotowanie do Mszy Św.
· Silentium- cisza
· Inpositio incensi-nasypanie
kadzidła
· Procedamus ante altare- idziemy przed ołtarz
· Procedamus ad altere- idziemy
do ołtarza
· Procedamus ad sedilia- idziemy
do siedzeń
· Procedamus ad seden- idziemy do
krzeseł
· Procedamus ad sacristiam-
idziemy do zakrystii
· Sistemus- zatrzymujemy sie
· Osculatio altaris - ucałowanie
ołtarza
· Genu flexio - przyklęknięcie na jedno kolano
· Genua flectant - klękamy na dwa kolana
· Turificatio altaris - okadzenie
ołtarza
· Turificatio celebrantis -
okadzenie celebransa
· Turificatio Evangelii -
okadzenie Ewangelii
· Turificatio populi - okadzenie
ludu
· Turificatio crucifixi -
okadzenie krzyża
· Turificatio oblatorum -
okadzenie darów
· Turificatio cerei paschalis - okadzenie świecy paschalnej
· Sedant - proszę siadać
· Surgant - proszę wstać
· Ascendant - wchodzimy (w górę)
· Descendant - schodzimy (w dół)
· Vertant - proszę się obrócić
· Vertamus - obracamy się
· In sinistra - w lewo
· In dextra - w prawo
· Citius - szybciej
· Lentius - wolniej
· Inclinatio capitis - skłon
głowy
· Inclinatio profunda - pokłon
głęboki
· Inclinatio imagini - pokłon
obrazowi
· Inclinatio Cruci - pokłon
krzyżowi
· Reverentia celebranti -
szacunek celebransowi
· Introitus solemnis - wejście
uroczyste
· Introitus simplex - wejście
zwyczajne
· Lavabo - obmycie przy ołtarzu
· Lustratio - obmycie po Komunii św.
· Lotio manum - obmycie w
zakrystii
· Prostratio - leżenie krzyżem
· Sacramentum Sanctissimum -
Najświętszy sakrament
· Respositio - schowanie Najświętszego Sakramentu
· Ostensorium - monstrancja
· Aqua benedicta - woda święcona
· Ad aspersionem - do pokropienia
· Non dum - jeszcze nie
· Turificatio cerei paschalis - okadzenie świecy paschalnej
· Candela - świeca
· Cereus paschalis - świeca
paschalna
· Ad cereum paschalem - do świecy
paschalnej
· Mitrella – piuska
Św. Stanisław Kostka
Św. Dominik Savio
Św. Tarsycjusz
Urodził się 1550
r. w Rostkowie k. Płocka jako syn kasztelana zakroczymskiego. Miał trzech braci i dwie siostry.
Rodzice wychowywali swoje dzieci w dyscyplinie, uczyli pobożności, uczciwości
i skromności. Do 14 roku życia Stanisław pobierał nauki w domu rodzinnym. Na
dalszą naukę został wysłany wraz z bratem Pawłem do Wiednia. Początkowo nauka
młodzieńców szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał do najlepszych
uczniów. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim, łacińskim i trochę
greckim. Trzy lata pobytu w Wiedniu - to okres rozbudzonego życia
wewnętrznego w życiu Stanisława, który znał wówczas tylko trzy drogi: do
kolegium, kościoła i domu. Wolny czas spędzał na modlitwie, lekturze oraz
zadawaniu sobie pokuty łącznie z biczowaniem się. Taki tryb życia nie podobał
się bratu, wychowawcy i kolegom. Uważali to za rzecz niemoralną, a nawet
niebezpieczną dla zdrowia. Dlatego w dobrej wierze usiłowali słowem a nawet
biciem wyleczyć go i skierować na drogę normalnego postępowania. Intensywne
życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak osłabiły młody organizm
chłopca, że ciężko zachorował.
Według relacji św. Stanisława - kiedy był bardzo chory, a
nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić
katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, nawiedziła
jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. Również w tej chorobie zjawiła się
Świętemu Matka Boża, od której doznał cudownego uleczenia. Zaraz po
uzdrowieniu postanowił wstąpić do jezuitów. Niestety ojciec Stanisława nie
wyraził zgody - Stanisław zdobywa się na heroiczny czyn, organizuje ucieczkę
do Augsburga, aby tam wstąpić do zakonu jezuitów. W ucieczce pomaga mu
jezuita Franciszek - Antoni, dał Stanisławowi list polecający go do
prowincjała Piotra. Jego podróż do Augsburga, a potem do Dylingi,
obrosła wieloma legendami. Faktem jest jednak, że spowiednik przyszłego
świętego zeznał, iż jego penitent zwierzył mu się, iż w drodze otrzymał
Komunię św. z rąk anioła, gdyż nie mógł jej przyjąć w kościele protestanckim.
W Augsburgu nie zastał prowincjała, udał się więc do Dylingi. Cała trasa z Wiednia do Dylingi
wynosiła ok. 650 km. Trafił na moment krytyczny.
Oto dwaj zakonnicy z Polski rzucili habit i przeszli na protestantyzm. W
takiej sytuacji o przyjęciu Polaka nie było mowy, ale po długiej dyskusji
Stanisław został przyjęty na pomocnika do kuchni. Po kilku tygodniach
doceniono jego pokorę, pracowitość i pobożność i skierowano wraz z dwoma
innymi kandydatami do Rzymu. Całą trójkę umieszczono w nowicjacie przy
kościele św. Andrzeja. Stanisław wnet zwrócił na siebie uwagę pokorą i
pobożnością oraz umysłem. A jednak nie było dane młodzieniaszkowi zaznać
błogiego spokoju. Ojciec Stanisława postanowił za wszelką cenę wydostać syna
z klasztoru, ale modlitwa Świętego sprawiła, że przełożeni zakonu pozwolili
młodzieńcowi wiosną 1568 r. złożyć śluby zakonne. Był to najszczęśliwszy
dzień w życiu Stanisława. Nagle 13.08 młody zakonnik zachorował. W wigilię
Wniebowzięcia NMP zemdlał, a z ust zaczęła się sączyć krew. Była północ,
kiedy zaopatrzono chorego na drogę do wieczności. Ojciec Warszewicki
naoczny świadek zeznał, że gdy podano mu różaniec, nagle twarz Stanisława
zajaśniała tajemniczym blaskiem, gdy ktoś zapytał, czy może sobie czegoś
życzy, odparł: "Widzę NMP z orszakiem świętych, który po mnie
przychodzą". Kilka minut po północy 15.08.1568 r. św. Stanisław
przeszedł do wieczności. Koledzy Jego powiadali, że zawsze prosił NMP, aby
umarł w dzień Wniebowzięcia NMP. Prośba została spełniona.
Wieść o pięknej śmierci polskiego młodzieniaszka lotem
błyskawicy rozeszła się po Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu zwłoki młodzieńca
przystrojono kwiatami, a ciało włożono do drewnianej trumny, co również w
tamtych czasach w zakonie było rzadkim wyjątkiem. Na obrzędy pogrzebowe
przybył do Rzymu brat Paweł. W dwa lata później, gdy otwarto trumnę
Stanisława, znaleziono Jego ciało nietknięte rozkładem.
Papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, a samego
aktu kanonizacji dokonał jego następca Benedykt XIII w 1726 r. 200 lat
później w 1926 r. sprowadzono do Polski część relikwii Świętego. Relikwia
głowy św. Stanisława znajduje się w nowicjacie jezuitów w Gorhein.
Ciało spoczywa w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie w jego ołtarzu
po lewej stronie.
Św. Stanisławowi przypisuje naród polski zwycięstwo
odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621 r. W tym dniu 10 X o. Oborski jezuita widział św. Stanisława Kostkę w obłokach,
jak błagał Matkę Bożą o zwycięstwo nad Turkami. Przed cudownym obrazem św.
Stanisława w katedrze lubelskiej modlił się król Jan II Kazimierz,
przypisując jego orędownictwu zwycięstwo odniesione pod Beresteczkiem
w 1651 roku.
Doroczną pamiątkę św. Stanisława obchodzi Kościół w Polsce
13 listopada. W roku 1974 wspomnienie św. Stanisława, patrona dzieci i
młodzieży, przeniesiono na 18 września, by na progu nowego roku szkolnego
uprosić dla nich błogosławieństwo
Św. Dominik Savio
Urodził się we
Włoszech, w roku 1842. św. Dominik Savio żył
zaledwie piętnaście lat, ale zdążył osiągnąć wysoki stopień świętości. Był
uczniem św. Jana Bosco, który kochał go jak syna.
Rodzicami jego byli: Karol Savio, rzemieślnik i
Brygida Gajato, wiejska krawcowa. Dominik
uczęszczał do szkółki prowadzonej przez miejscowego proboszcza, a potem do
szkoły w Castelnuowo d'Asti.
Mając zaledwie 7 lat 8 kwietnia 1849 roku w samą Wielkanoc przyjął pierwszą
Komunię świętą. O dojrzałości duchowej tego dziecka świadczą postanowienia,
jakie napisał z okazji tej uroczystości w swej książeczce do nabożeństwa:
Kiedy Dominik miał zaledwie 5 lat, już usługiwał do Mszy
Św. Bywało nieraz, że nie mając zegara, przychodził wcześnie do kościoła.
Wtedy klęczał przed drzwiami i modlił się. Do szkoły miał daleko. Musiał
przemierzać w tą i z powrotem do 8 kilometrów drogi. Mimo tego był zawsze
punktualny. Zapytany dnia pewnego, czy nie boi się chodzić sam tak daleko
odpowiedział zdziwiony: "Nie jestem sam. Jest ze mną Najświętsza Maria
Panna i mój Anioł stróż". Kiedy pewnego dnia znalazł się na ulicy i
zobaczył kapłana idącego z wiatykiem do umierającego, natychmiast uklęknął i
podsunął swą chusteczkę pod kolana pewnemu oficerowi, który bał się uklęknąć,
by nie zabrudzić swoich spodni. Dnia pewnego zapukał do pokoju św. Jana Bosco błagając kapłana, by natychmiast szedł z nim.
Zaprowadził go do mieszkania umierającego protestanta, który pragnął pojednać
się z Bogiem. Dla św. Jana Bosco pozostało na
zawsze zagadką, skąd Dominik dowiedział się o tym protestancie i o miejscu
jego zamieszkania, skoro tu nigdy nie bywał. Kiedy indziej Dominik stanął
przed bramą jednego domu i zadzwonił. Gdy mu otwarto, zapytał, kto tu umiera.
Zaprzeczono, a gdy na jego prośbę zaczęto wypytywać po mieszkaniach,
znaleziono samotną, umierającą staruszkę.
Pewnego dnia św. Dominik Savio
po generalnej spowiedzi i po komunii św. napisał akt ofiarowania się Matce
Bożej Niepokalanej i złożył go na jej ołtarzu: "Maryjo, ofiaruję Ci
swoje serce. Spraw, aby zawsze było twoim. Jezu i Maryjo bądźcie
zawsze moimi przyjaciółmi. Błagam Was abym raczej umarł niż bym miał przez
nieszczęście popełnić choć jeden grzech". 24 czerwca były imieniny ks.
Bosko i spełniał on życzenia chłopców. Dominik wyraził swoją prośbę w pięciu
słowach: "Mi aiuti a farmi
santo" Niech mi ksiądz pomoże zostać świętym.
Ksiądz Bosko dał mu taki przepis. "Aby stać się świętym trzeba zmieszać
ze sobą następujące składniki: radość, obowiązek nauki i modlitwy i czynienie
dobra innym."
Chcąc pomóc św. Janowi w jego pracy misyjnej, zorganizował
towarzystwo pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia. Pomimo że życie św.
Dominika płynęło w ubóstwie, pracy i cierpieniach, przepełniała go radość i
pogodna świętość. Pewnego razu napisał do przyjaciela: "Tu, na ziemi
świętość polega na tym, aby być stale radosnym i wiernie wypełniać nasze
obowiązki". Późną jesienią roku 1856 Dominik zaczął odczuwać wysoką
gorączkę, gnębił go silny, uporczywy kaszel. Św. Jan Bosco
wezwał lekarza. Ten orzekł chorobę płuc, bardzo już zaawansowaną i polecił by
chłopca natychmiast odesłać do rodzinnych stron, może go jeszcze powietrze
uratuje. Męczył się jeszcze kilka miesięcy. Dnia 9 marca 1857 roku,
zaopatrzony Sakramentami świętymi, kiedy ojciec czytał mu modlitwy o dobrą
śmierć z książki do nabożeństwa, którą dla swojej młodzieży ułożył Św. Jan Bosco, chłopiec nagle zawołał: "Do widzenia, ojcze!
Do widzenia! O, jakie piękne rzeczy widzę!". Obchodzimy dzień jego
święta 5 maja.
Św. Tarsycjusz
Urodził się ok. roku 237. Był
Akolitą Kościoła Rzymskiego. Jest to jedno ze święceń niższych, które dzisiaj
daje prawo klerykom Kościoła Rzymsko-Katolickiego usługiwania do Mszy świętej
- a więc do zaszczytnej funkcji, którą obecnie pełnią ministranci. Nie znamy
bliższej daty jego śmierci. Przypuszcza się, że św. Tarsycjusz
poniósł śmierć męczeńska za panowania cesarza Decjusza
(tzn. między 249 a 251 rokiem). Było to czas jednych z najkrwawszych
prześladowań. W tym czasie chrześcijanie chętnie oddawali życie za Chrystusa,
ale ich największym pragnieniem było, by mogli na drogę do wieczności posilić
się Chlebem Eucharystii. Zanoszono im więc potajemnie Komunię świętą do
więzień, za co groziło aresztowanie, a nawet skazanie na śmierć. Gorliwością
w obsługiwaniu świętych (bo tak siebie nazywali wierzący) męczenników w
więzieniach wyróżniał się, dwunastoletni wówczas, św. Tarsycjusz.
Pewnego dnia, kiedy jak zwykle niósł na sercu Wiatyk do
więzienia, napotkał swoich pogańskich rówieśników, bawiących się na jednym z
licznych placów rzymskich. Pogańscy chłopcy wołali Tarsycjusza,
ponieważ chcieli zobaczyć, co niesie pod płaszczem. Zaczął więc uciekać przed
nimi, a ci go gonili. Kiedy zaś spostrzegli, że coś przyciska do piersi,
chcieli zobaczyć, co to i siłą mu to wydrzeć. Bohaterski chłopiec bronił
"swego Skarbu". Wówczas zgraja powaliła go na ziemię, zaczęła go
kopać i bić, rzucać kamieniami... Dopiero przypadkowo przechodzący żołnierz,
który także był chrześcijaninem, uwolnił chłopca i rozgonił bandę. Zaniósł Tarsycjusza do domu, gdzie ten niebawem zmarł. Żołnierz
zaś zaniósł ze czcią Najświętszy Sakrament do kapłana katolickiego.
Ciało świętego zostało pogrzebane na cmentarzu św.
Kaliksta, obok szczątków papieża - św. Stefana I, który w kilka lat po nim
poniósł także śmierć męczeńską († 257). Papież - św. Damazy I († 384) opisał męczeństwo św. Tarsycjusza wierszem.
W 1675 roku część relikwii Świętego przeniesiono z Rzymu
do Neapolu, gdzie godnie spoczywają w Bazylice św. Dominika w osobnej
kaplicy. Trumienka z częścią relikwii św. Tarsycjusza
jest także w salezjańskim kolegium w Rzymie przy Via Appia
Antica. We Włoszech św. Tarsycjusz
cieszy się szczególną czcią jako patron kółek eucharystycznych, czy też tzw.
"Kółek Młodego Kleru". W Polsce święty czczony jest jako patron
ministrantów.
O. Mieczysław Burdzy,
OMI (www.omiap.org)
