◊  Postawy Liturgiczne

 

◊ ?acina w Liturgii

 

◊  Patroni Ministrant?w

 

 ◊ Opiekun

SŁUŻBA LITURGICZNA MINISTRANTÓW OŁTARZA

PARAFII ŚWIĘTEGO JACKA ODROWĄŻA

ALTAR AERVERS OF ST. HYACINTH ODROWĄŻ PARISH

 

GESTY

Gesty liturgiczne:

1. Przyklęknięcie
- Oznaka uwielbienia i adoracji
- Przyklękamy zawsze na prawe kolano i nie robimy przy tym nic innego (np. znaku krzyża)
- Przyklękamy tylko przed Najświętszym Sakramentem.

2. Ukłon
- Zastępuje przyklęknięcie
- Wykonujemy go przekazując znak pokoju

3. Gesty rąk
- ręce złożone
- znak krzyża
- uderzenie w pierś
- podanie ręki (na znak pokoju)

Gesty muszą być wykonywane, powoli, starannie na chwałę Bożą. Po tym, jak je wykonujesz, można poznać Twoją miłość do Chrystusa.
 


ŁACINA W LITURGII



 
 


 
·       Ad ordiem- do przodu
·       Adiutorum nostrum in nomine Domini- wspomożenie naszwe w imieniu Pana
·       Qui fecia celum et terram- Który stworzył niebo i ziemię
·       Praeparatio ad Missam - przygotowanie do Mszy Św.
·       Silentium- cisza
·       Inpositio incensi-nasypanie kadzidła
·       Procedamus ante altare- idziemy przed ołtarz
·       Procedamus ad altere- idziemy do ołtarza
·       Procedamus ad sedilia- idziemy do siedzeń
·       Procedamus ad seden- idziemy do krzeseł
·       Procedamus ad sacristiam- idziemy do zakrystii
·       Sistemus- zatrzymujemy sie
·       Osculatio altaris - ucałowanie ołtarza
·       Genu flexio - przyklęknięcie na jedno kolano
·       Genua flectant - klękamy na dwa kolana
·       Turificatio altaris - okadzenie ołtarza
·       Turificatio celebrantis - okadzenie celebransa
·       Turificatio Evangelii - okadzenie Ewangelii
·       Turificatio populi - okadzenie ludu
·       Turificatio crucifixi - okadzenie krzyża
·       Turificatio oblatorum - okadzenie darów
·       Turificatio cerei paschalis - okadzenie świecy paschalnej
·       Sedant - proszę siadać
·       Surgant - proszę wstać
·       Ascendant - wchodzimy (w górę)
·       Descendant - schodzimy (w dół)
·       Vertant - proszę się obrócić
·       Vertamus - obracamy się
·       In sinistra - w lewo
·       In dextra - w prawo
·       Citius - szybciej
·       Lentius - wolniej
·       Inclinatio capitis - skłon głowy
·       Inclinatio profunda - pokłon głęboki
·       Inclinatio imagini - pokłon obrazowi
·       Inclinatio Cruci - pokłon krzyżowi
·       Reverentia celebranti - szacunek celebransowi
·       Introitus solemnis - wejście uroczyste
·       Introitus simplex - wejście zwyczajne
·       Lavabo - obmycie przy ołtarzu
·       Lustratio - obmycie po Komunii św.
·       Lotio manum - obmycie w zakrystii
·       Prostratio - leżenie krzyżem
·       Sacramentum Sanctissimum - Najświętszy sakrament
·       Respositio - schowanie Najświętszego Sakramentu
·       Ostensorium - monstrancja
·       Aqua benedicta - woda święcona
·       Ad aspersionem - do pokropienia
·       Non dum - jeszcze nie
·       Turificatio cerei paschalis - okadzenie świecy paschalnej
·       Candela - świeca
·       Cereus paschalis - świeca paschalna
·       Ad cereum paschalem - do świecy paschalnej
·       Mitrella – piuska
 

PATRONI MINISTRANÓW

Św. Stanisław Kostka
Św. Dominik Savio
Św. Tarsycjusz

 

Św. Stanisław Kostka

    Urodził się 1550 r. w Rostkowie k. Płocka jako syn kasztelana zakroczymskiego. Miał trzech braci i dwie siostry. Rodzice wychowywali swoje dzieci w dyscyplinie, uczyli pobożności, uczciwości i skromności. Do 14 roku życia Stanisław pobierał nauki w domu rodzinnym. Na dalszą naukę został wysłany wraz z bratem Pawłem do Wiednia. Początkowo nauka młodzieńców szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał do najlepszych uczniów. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim, łacińskim i trochę greckim. Trzy lata pobytu w Wiedniu - to okres rozbudzonego życia wewnętrznego w życiu Stanisława, który znał wówczas tylko trzy drogi: do kolegium, kościoła i domu. Wolny czas spędzał na modlitwie, lekturze oraz zadawaniu sobie pokuty łącznie z biczowaniem się. Taki tryb życia nie podobał się bratu, wychowawcy i kolegom. Uważali to za rzecz niemoralną, a nawet niebezpieczną dla zdrowia. Dlatego w dobrej wierze usiłowali słowem a nawet biciem wyleczyć go i skierować na drogę normalnego postępowania. Intensywne życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak osłabiły młody organizm chłopca, że ciężko zachorował.

    Według relacji św. Stanisława - kiedy był bardzo chory, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. Również w tej chorobie zjawiła się Świętemu Matka Boża, od której doznał cudownego uleczenia. Zaraz po uzdrowieniu postanowił wstąpić do jezuitów. Niestety ojciec Stanisława nie wyraził zgody - Stanisław zdobywa się na heroiczny czyn, organizuje ucieczkę do Augsburga, aby tam wstąpić do zakonu jezuitów. W ucieczce pomaga mu jezuita Franciszek - Antoni, dał Stanisławowi list polecający go do prowincjała Piotra. Jego podróż do Augsburga, a potem do Dylingi, obrosła wieloma legendami. Faktem jest jednak, że spowiednik przyszłego świętego zeznał, iż jego penitent zwierzył mu się, iż w drodze otrzymał Komunię św. z rąk anioła, gdyż nie mógł jej przyjąć w kościele protestanckim.

    W Augsburgu nie zastał prowincjała, udał się więc do Dylingi. Cała trasa z Wiednia do Dylingi wynosiła ok. 650 km. Trafił na moment krytyczny. Oto dwaj zakonnicy z Polski rzucili habit i przeszli na protestantyzm. W takiej sytuacji o przyjęciu Polaka nie było mowy, ale po długiej dyskusji Stanisław został przyjęty na pomocnika do kuchni. Po kilku tygodniach doceniono jego pokorę, pracowitość i pobożność i skierowano wraz z dwoma innymi kandydatami do Rzymu. Całą trójkę umieszczono w nowicjacie przy kościele św. Andrzeja. Stanisław wnet zwrócił na siebie uwagę pokorą i pobożnością oraz umysłem. A jednak nie było dane młodzieniaszkowi zaznać błogiego spokoju. Ojciec Stanisława postanowił za wszelką cenę wydostać syna z klasztoru, ale modlitwa Świętego sprawiła, że przełożeni zakonu pozwolili młodzieńcowi wiosną 1568 r. złożyć śluby zakonne. Był to najszczęśliwszy dzień w życiu Stanisława. Nagle 13.08 młody zakonnik zachorował. W wigilię Wniebowzięcia NMP zemdlał, a z ust zaczęła się sączyć krew. Była północ, kiedy zaopatrzono chorego na drogę do wieczności. Ojciec Warszewicki naoczny świadek zeznał, że gdy podano mu różaniec, nagle twarz Stanisława zajaśniała tajemniczym blaskiem, gdy ktoś zapytał, czy może sobie czegoś życzy, odparł: "Widzę NMP z orszakiem świętych, który po mnie przychodzą". Kilka minut po północy 15.08.1568 r. św. Stanisław przeszedł do wieczności. Koledzy Jego powiadali, że zawsze prosił NMP, aby umarł w dzień Wniebowzięcia NMP. Prośba została spełniona.

    Wieść o pięknej śmierci polskiego młodzieniaszka lotem błyskawicy rozeszła się po Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu zwłoki młodzieńca przystrojono kwiatami, a ciało włożono do drewnianej trumny, co również w tamtych czasach w zakonie było rzadkim wyjątkiem. Na obrzędy pogrzebowe przybył do Rzymu brat Paweł. W dwa lata później, gdy otwarto trumnę Stanisława, znaleziono Jego ciało nietknięte rozkładem.

    Papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, a samego aktu kanonizacji dokonał jego następca Benedykt XIII w 1726 r. 200 lat później w 1926 r. sprowadzono do Polski część relikwii Świętego. Relikwia głowy św. Stanisława znajduje się w nowicjacie jezuitów w Gorhein. Ciało spoczywa w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie.

    Św. Stanisławowi przypisuje naród polski zwycięstwo odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621 r. W tym dniu 10 X o. Oborski jezuita widział św. Stanisława Kostkę w obłokach, jak błagał Matkę Bożą o zwycięstwo nad Turkami. Przed cudownym obrazem św. Stanisława w katedrze lubelskiej modlił się król Jan II Kazimierz, przypisując jego orędownictwu zwycięstwo odniesione pod Beresteczkiem w 1651 roku.

    Doroczną pamiątkę św. Stanisława obchodzi Kościół w Polsce 13 listopada. W roku 1974 wspomnienie św. Stanisława, patrona dzieci i młodzieży, przeniesiono na 18 września, by na progu nowego roku szkolnego uprosić dla nich błogosławieństwo

 

Św. Dominik Savio

    Urodził się we Włoszech, w roku 1842. św. Dominik Savio żył zaledwie piętnaście lat, ale zdążył osiągnąć wysoki stopień świętości. Był uczniem św. Jana Bosco, który kochał go jak syna. Rodzicami jego byli: Karol Savio, rzemieślnik i Brygida Gajato, wiejska krawcowa. Dominik uczęszczał do szkółki prowadzonej przez miejscowego proboszcza, a potem do szkoły w Castelnuowo d'Asti. Mając zaledwie 7 lat 8 kwietnia 1849 roku w samą Wielkanoc przyjął pierwszą Komunię świętą. O dojrzałości duchowej tego dziecka świadczą postanowienia, jakie napisał z okazji tej uroczystości w swej książeczce do nabożeństwa:

  1. będę często spowiadał się i komunikował, ilekroć mi na to zezwoli mój spowiednik,
  2. będę święcił dzień święty,
  3. moimi przyjaciółmi będą Jezus i Maryja,
  4. raczej umrę aniżeli zgrzeszę.


    Kiedy Dominik miał zaledwie 5 lat, już usługiwał do Mszy Św. Bywało nieraz, że nie mając zegara, przychodził wcześnie do kościoła. Wtedy klęczał przed drzwiami i modlił się. Do szkoły miał daleko. Musiał przemierzać w tą i z powrotem do 8 kilometrów drogi. Mimo tego był zawsze punktualny. Zapytany dnia pewnego, czy nie boi się chodzić sam tak daleko odpowiedział zdziwiony: "Nie jestem sam. Jest ze mną Najświętsza Maria Panna i mój Anioł stróż". Kiedy pewnego dnia znalazł się na ulicy i zobaczył kapłana idącego z wiatykiem do umierającego, natychmiast uklęknął i podsunął swą chusteczkę pod kolana pewnemu oficerowi, który bał się uklęknąć, by nie zabrudzić swoich spodni. Dnia pewnego zapukał do pokoju św. Jana Bosco błagając kapłana, by natychmiast szedł z nim. Zaprowadził go do mieszkania umierającego protestanta, który pragnął pojednać się z Bogiem. Dla św. Jana Bosco pozostało na zawsze zagadką, skąd Dominik dowiedział się o tym protestancie i o miejscu jego zamieszkania, skoro tu nigdy nie bywał. Kiedy indziej Dominik stanął przed bramą jednego domu i zadzwonił. Gdy mu otwarto, zapytał, kto tu umiera. Zaprzeczono, a gdy na jego prośbę zaczęto wypytywać po mieszkaniach, znaleziono samotną, umierającą staruszkę.

    Pewnego dnia św. Dominik Savio po generalnej spowiedzi i po komunii św. napisał akt ofiarowania się Matce Bożej Niepokalanej i złożył go na jej ołtarzu: "Maryjo, ofiaruję Ci swoje serce. Spraw, aby zawsze było twoim. Jezu i Maryjo bądźcie zawsze moimi przyjaciółmi. Błagam Was abym raczej umarł niż bym miał przez nieszczęście popełnić choć jeden grzech". 24 czerwca były imieniny ks. Bosko i spełniał on życzenia chłopców. Dominik wyraził swoją prośbę w pięciu słowach: "Mi aiuti a farmi santo" Niech mi ksiądz pomoże zostać świętym. Ksiądz Bosko dał mu taki przepis. "Aby stać się świętym trzeba zmieszać ze sobą następujące składniki: radość, obowiązek nauki i modlitwy i czynienie dobra innym."

    Chcąc pomóc św. Janowi w jego pracy misyjnej, zorganizował towarzystwo pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia. Pomimo że życie św. Dominika płynęło w ubóstwie, pracy i cierpieniach, przepełniała go radość i pogodna świętość. Pewnego razu napisał do przyjaciela: "Tu, na ziemi świętość polega na tym, aby być stale radosnym i wiernie wypełniać nasze obowiązki". Późną jesienią roku 1856 Dominik zaczął odczuwać wysoką gorączkę, gnębił go silny, uporczywy kaszel. Św. Jan Bosco wezwał lekarza. Ten orzekł chorobę płuc, bardzo już zaawansowaną i polecił by chłopca natychmiast odesłać do rodzinnych stron, może go jeszcze powietrze uratuje. Męczył się jeszcze kilka miesięcy. Dnia 9 marca 1857 roku, zaopatrzony Sakramentami świętymi, kiedy ojciec czytał mu modlitwy o dobrą śmierć z książki do nabożeństwa, którą dla swojej młodzieży ułożył Św. Jan Bosco, chłopiec nagle zawołał: "Do widzenia, ojcze! Do widzenia! O, jakie piękne rzeczy widzę!". Obchodzimy dzień jego święta 5 maja.

 

Św. Tarsycjusz

    Urodził się ok. roku 237. Był Akolitą Kościoła Rzymskiego. Jest to jedno ze święceń niższych, które dzisiaj daje prawo klerykom Kościoła Rzymsko-Katolickiego usługiwania do Mszy świętej - a więc do zaszczytnej funkcji, którą obecnie pełnią ministranci. Nie znamy bliższej daty jego śmierci. Przypuszcza się, że św. Tarsycjusz poniósł śmierć męczeńska za panowania cesarza Decjusza (tzn. między 249 a 251 rokiem). Było to czas jednych z najkrwawszych prześladowań. W tym czasie chrześcijanie chętnie oddawali życie za Chrystusa, ale ich największym pragnieniem było, by mogli na drogę do wieczności posilić się Chlebem Eucharystii. Zanoszono im więc potajemnie Komunię świętą do więzień, za co groziło aresztowanie, a nawet skazanie na śmierć. Gorliwością w obsługiwaniu świętych (bo tak siebie nazywali wierzący) męczenników w więzieniach wyróżniał się, dwunastoletni wówczas, św. Tarsycjusz.

    Pewnego dnia, kiedy jak zwykle niósł na sercu Wiatyk do więzienia, napotkał swoich pogańskich rówieśników, bawiących się na jednym z licznych placów rzymskich. Pogańscy chłopcy wołali Tarsycjusza, ponieważ chcieli zobaczyć, co niesie pod płaszczem. Zaczął więc uciekać przed nimi, a ci go gonili. Kiedy zaś spostrzegli, że coś przyciska do piersi, chcieli zobaczyć, co to i siłą mu to wydrzeć. Bohaterski chłopiec bronił "swego Skarbu". Wówczas zgraja powaliła go na ziemię, zaczęła go kopać i bić, rzucać kamieniami... Dopiero przypadkowo przechodzący żołnierz, który także był chrześcijaninem, uwolnił chłopca i rozgonił bandę. Zaniósł Tarsycjusza do domu, gdzie ten niebawem zmarł. Żołnierz zaś zaniósł ze czcią Najświętszy Sakrament do kapłana katolickiego.

    Ciało świętego zostało pogrzebane na cmentarzu św. Kaliksta, obok szczątków papieża - św. Stefana I, który w kilka lat po nim poniósł także śmierć męczeńską († 257). Papież - św. Damazy I († 384) opisał męczeństwo św. Tarsycjusza wierszem.

    W 1675 roku część relikwii Świętego przeniesiono z Rzymu do Neapolu, gdzie godnie spoczywają w Bazylice św. Dominika w osobnej kaplicy. Trumienka z częścią relikwii św. Tarsycjusza jest także w salezjańskim kolegium w Rzymie przy Via Appia Antica. We Włoszech św. Tarsycjusz cieszy się szczególną czcią jako patron kółek eucharystycznych, czy też tzw. "Kółek Młodego Kleru". W Polsce święty czczony jest jako patron ministrantów.

 

OPIEKUN:

O. Mieczysław Burdzy, OMI (www.omiap.org)

 

 

Altar Servers